(Nie)umiejętność korzystania z poczty elektronicznej

Czy użytkownicy poczty elektronicznej umieją korzystać z poczty elektronicznej? Otóż nie umieją - jeśli pod pojęciem "umiejętność" rozumieć coś więcej niż wiedza jak wysłać i odebrać e-maila. I, co gorsza, są na tę umiejętność odporni. Oto lista najbardziej irytujących praktyk obserwowanych nagminnie w poczcie przychodzącej:

  • Temat listu - najczęściej nic nie mówi o treści listu. "Pytanie", "Poprawka" albo pusty temat dominują. A jeśli korespondencja z jakąś osobą składa się z 328 listów? Znajdź potem ten potrzebny sprzed 5 miesięcy. Właściwie można dodać funkcję, która wstawiałaby losowy tytuł maila. Użytkownik miałby mniej roboty, a efekt ten sam.
  • Re:, czyli Odpowiedz - uwielbiam, jeśli, zamiast napisać nowy list, ktoś klika "Odpowiedz" na pierwszym lepszym mailu, którego kiedyś ode mnie dostał, np. rok i 3 miesiące temu.
  • Przycinanie cytatów - wśród części użytkowników panuje zabobonny lęk przed usunięciem chociażby jednej literki z listu, na który się odpowiada. Można więc spotkać listy, gdzie po długachnym cytacie jest skromna odpowiedź "OK", która właściwie nie wiadomo czego dotyczy. Jeszcze ciekawiej wygląda korespondencja, która trwa dłuższy czas. Przy piątym mailu mamy treść wszystkich poprzednich, a każdy z nich zajmował przynajmniej stronę znormalizowanego maszynopisu. Na tym tle odpowiadanie nad cytatem jest czynem o znikomej szkodliwości społecznej.
  • CC, BCC - te literki chyba też wzbudzają obawy, więc na wszelki wypadek większość osób z nich nie korzysta. Polskie tłumaczenia "Kopia" i "Ukryta kopia" nie rozwiewają lęków. Zatem, jeśli ktoś zamierza wysłać maila do wielu osób, to profilaktycznie wstawi wszystkie adresy w pole "Do". Proceder ulubiony zwłaszcza przy wysyłaniu śmiesznych (faktycznie lub rzekomo) rzeczy. I potem skrupulatnie chroniony adres trafia do osób zupełnie nieznanych, albo, co gorsza, do spamerskich baz danych.
  • Wątki - jeśli już wymiana listów w jakiejś sprawie trwa w najlepsze, to znajdzie się ktoś, komu przyjdzie do głowy zupełnie nowa myśl. Nie napisze jednak nowego listu, ale odpowie na list w wątku, do którego już się przyzwyczaił. I wtedy na nic się zda możliwość sortowania listów wg wątków, bo i tak za jakiś czas trzeba przeprowadzać prace archeologiczne, żeby odnaleźć list na właściwy temat.
  • Potwierdzenie odebrania i priorytet - są osoby tak dociekliwe lub niecierpliwe, że każdy list wysyłają z prośbą o potwierdzenie odebrania albo z najwyższym priorytetem. I tym sposobem wzrasta znieczulica społeczna, bo ludzie przestają reagować na te nadużywane funkcje.
  • Literówki - wiadomo jak są pisane posty na forach. Ta sprawa jest przegrana, należy się odprężyć i przyzwyczaić, tak już zostanie. Ale można oczekiwać, że służbowy list od przedstawiciela dużej korporacji nie będzie zawierał literówek w co drugim słowie. W końcu moduły sprawdzania pisowni są dobrem powszechnie dostępnym, a nie skrzętnie skrywanym w amerykańskich laboratoriach wojskowych.

Link aktywacyjny

Wiele witryn, na których można założyć konto, stosuje do potwierdzenia rejestracji tzw. link aktywacyjny. Na podany podczas rejestracji adres e-mail otrzymujemy list, w którym podany jest link z kluczem aktywacyjnym. Dopiero wejście na ten adres sprawia, że konto jest w pełni aktywne i możemy się logować na witrynie. Taka procedura ma wymusić podawanie maila, do którego faktycznie mamy dostęp, a także utrudnić botom automatycznie tworzenie kont.

Szczegółowe rozwiązania takiego procesu rejestracji mogą być różne. I niektóre z nich uważam za mijające się z pierwotnym założeniem.

Najprostszy przypadek to mail, w którym dostajemy link, klikamy i konto jest aktywowane. Jeśli jednak pomylę się, mogę wpisać adres, który faktycznie istnieje, a z którym nie mam nic wspólnego (np. "zenek11" zamiast "zenek111"). Istnieje wtedy jakieś prawdopodobieństwo, że Zenek aktywuje konto. Dostał nagle jakiegoś maila i nie ma pojęcia, co to jest, bez wnikania w treść klika w link, żeby się zorientować. I gdzie tu weryfikacja mojego adresu?

Powyższy przypadek nie jest na szczęście zbyt dużym problemem. Karygodne jest natomiast przesyłanie z linkiem aktywacyjnym loginu i hasła. Większość osób pewnie zignoruje taki przypadkiem otrzymany list, ale jak trafi na kogoś złośliwego, może się on wtedy zalogować, poznać jakieś inne dane, które wpisałem podczas rejestracji, zmienić hasło itp. Gdzie tu weryfikacja, gdzie ochrona prywatności?

Witryny stosujące powyższą procedurę wzbudzają moją irytację. Za to nabieram większego zaufania do witryn, które nie przesyłają w mailu loginu i hasła, zaś po kliknięciu linku aktywacyjnego muszę wpisać login i hasło. Jest weryfikacja maila, a przy tym postronna osoba nie aktywuje konto ani się nie zaloguje.