Anuluj anulowanie

Na stronie pewnego banku, gdy w trakcie robienia przelewu użytkownik jednak się rozmyśli, system pyta go dla pewności, wyświetlając poniższe okienko:

Anulowanie

Zlecenie przelewu nie zostało zakończone.
Czy chcesz anulować zlecenie?

Pod komunikatem mamy przyciski "OK" i "Anuluj". Użytkownik (czyli ja, ale mniemam, że komuś też się taka sytuacja może przydarzyć), widząc pytanie "Czy chcesz anulować?" i przycisk "Anuluj", myśli "Oczywiście, że chcę" i klika namiętnie w "Anuluj", doznając niezmiernego zdziwienia, dlaczego ten dziadowski przelew się nie anuluje.

Przyciski "OK" i "Anuluj" w okienku to standardowy javascriptowy confirm. Warto więc formułować pytania w taki sposób, by nie było wątpliwości, którą odpowiedź wybrać.

Czy to jest strona internetowa???

Wiele niefunkcjonalnych i trudno dostępnych stron www już w życiu widziałem. Ale na coś takiego trafiłem chyba po raz pierwszy.

Jest sobie impreza o nazwie Międzynarodowy Festiwal Filmowy OFF CINEMA. Pod adresem www.offcinema.pl mamy coś, co robi wrażenie strony internetowej. Jest to jednak mylne wrażenie. Każdy, ale to każdy tekst, łącznie z aktualnościami, jest w istocie grafiką w formacie GIF.

Doprawdy - niezbadane są meandry ludzkiej pomysłowości. Jakie przesłanki mogły stać za ta radykalnym rozwiązaniem? Żeby jakiś perfidny złoczyńca, który chce coś napisać o festiwalu, nie mógł sobie ot tak po prostu skopiować tekstu?

"Cięcie strony do tabeli HTML"

W pewnym ogłoszeniu o pracę na stanowisku "Webmaster Pro" (cokolwiek by to miało znaczyć) znalazł się następujący fragment (wyróżnienie moje):

Opis stanowiska:
Twoim zadaniem będzie przygotowywanie templates na potrzeby stron www, cięcie strony do tabeli HTML, współpraca z programistą.

Należałoby dodać jeszcze tylko obróbkę skrawaniem arkuszy stylów. Wydawać by się mogło, że w dzisiejszych czasach raczej nikt się nie szczyci tworzeniem laytów stron, opartych na tabelach - nawet jeśli pokątnie to robi . A tu proszę - oficjalnie poszukują specjalisty w tej dziedzinie.

Do czego służy "Lorem ipsum"?

Wydawało mi się, że słynny tekst, zaczynający się od łacińskich słów "Lorem ipsum", służy do umieszczania w projekcie na etapie tworzenia, zaś w gotowym dziele zamieniany jest na właściwą treść. Jak się okazuje niektórzy mają inną koncepcję i tekst taki dumnie prezentuje się na stronie agencji modelek Eastern Models w dziale "Sławy" (chociaż pierwsza litera jest zmieniona):

Lorem ipsum na stronie EasternModels.pl

Chciałbym się doszukać tu jakiegoś celowego zabiegu, ale nie potrafię. W charakterze twórcy designu (strony?) widnieje niejakie neumade.net, ale pod tym adresem dostajemy tylko jeden lakoniczny komunikat - "test". No i jeszcze jako tytuł strony "STREFA.PL". Widać, że twórca obu stron stosuje konsekwentnie niestandardowe zabiegi, zaskakuje odbiorcę, zaś jego dzieła obfitują w zagadki i niespodziewane zwroty akcji.

Funkcjonalność czy dostępność?

Na stronie Dziennika Internautów jest artykuł (sponsorowany?) pt. Usability - internetowe być, albo nie być dla firm, która opisuje ofertę firmy Perfect One (www.perfectone.pl), specjalizującej się wyłącznie w badaniu użyteczności i funkcjonalności stron internetowych. Co prawda firma nie zapowiada, że specjalizuje się też w dostępności stron, ale w dziale "Dostępność strony" znajdujemy deklarację: Kod umieszczony na wszystkich stronach jest weryfikowany pod kątem zgodności ze standardami wytyczonymi przez organizację W3C dla języka XHTML 1.0 Transitional.

Faktycznie, walidator błędów nie zgłasza, przynajmniej na kilku podstronach, które sprawdzałem. Ale za to divitis i classitis prezentuje się okazale, np. na stronie głównej znacznik <p> nie pojawia się ani razu. Za to <div> mamy 27 razy, i podobną liczbę wystąpień atrybutów id oraz class.

Miałbym osobiście silne poczucie obciachu oferując doradztwo i analizę stron, podczas, gdy moja własna nie byłaby perfekcyjna pod względem kodu źródłowego. Ale to może ja jestem dziwny (truskawki posypuję cukrem).

Podstępne głosowanie na Fotka.pl

Na witrynie Fotka.pl pojawił się niewielki link "Głosuj na Fotka.pl". Oglądając stronę główną można domniemywać, że chodzi o głosowanie w ramach WebStarFestival, ale na pozostałych stronach już tej informacji się nie znajdzie. Zaintrygowany użytkownik klika w ten link, żeby zorientować się, o co chodzi. I co? I okazuje się, że tym samym oddał nieświadomie głos w rzeczonym konkursie na Fotkę. Ciekawe, ile już głosów otrzymali w ten sposób, skoro w godzinach szczytu liczba użytkowników online sięga 30tyś. Na stronach witryn konkurujących w kategorii Strona roku: Społeczność nie zauważyłem tego rodzaju praktyk.

Myslowitzer und Warschauer Str.

Na stronie niemieckiej firmy "exozet interact" jest przedstawiona strona, którą wykonali dla berlińskiej komunikacji miejskiej, a w niej flashowa prezentacja. Widzimy w niej najpierw autobus marki Solaris z napisem Myslowitzer Str.

Zaś później mamy przykładowy formularz z wyszukiwarki połączeń: Zoologischer Garten Nach Warschauer Straße

Na stronie warszawskiej komunikacji miejskiej też mamy zdjęcia Solarisa. Ale tu się podobieństwa kończą. Co prawda, jest nawet informacja o autobusach przystosowanych dla niepełnosprawnych, ale sama strona nie przewiduje korzystania przez osoby niepełnosprawne i oferuje brzydkie menu wykonane w JavaScript.

Rzeczą niesamowicie irytującą jest niemożność podlinkowania na stałe rozkładu jazdy konkretnej linii czy przystanku. Np. adres podstrony linii 175 ma postać:

http://www.ztm.waw.pl/baza/20060722/175/TRASY.HTM

Zawarta jest w nim data. Zatem przy każdej zmianie rozkładu zmienia się też link. Za każdym razem, gdy chcę sprawdzić rozkład danej linii, muszę wchodzić przez główną stronę rozkładu i wybierać najpierw datę rozkładu, która mnie interesuje. Dodatkowo na końcu adresu musi być wpisana nazwa pliku "TRASY.HTM", bo nie ma ustawionego jakiegoś pliku typu "index" wyświetlanego domyślnie. A wystarczyłby taki adres:

http://www.ztm.waw.pl/baza/175/

Data i trasy byłyby do wyboru po wejściu na taki adres.

Link aktywacyjny

Wiele witryn, na których można założyć konto, stosuje do potwierdzenia rejestracji tzw. link aktywacyjny. Na podany podczas rejestracji adres e-mail otrzymujemy list, w którym podany jest link z kluczem aktywacyjnym. Dopiero wejście na ten adres sprawia, że konto jest w pełni aktywne i możemy się logować na witrynie. Taka procedura ma wymusić podawanie maila, do którego faktycznie mamy dostęp, a także utrudnić botom automatycznie tworzenie kont.

Szczegółowe rozwiązania takiego procesu rejestracji mogą być różne. I niektóre z nich uważam za mijające się z pierwotnym założeniem.

Najprostszy przypadek to mail, w którym dostajemy link, klikamy i konto jest aktywowane. Jeśli jednak pomylę się, mogę wpisać adres, który faktycznie istnieje, a z którym nie mam nic wspólnego (np. "zenek11" zamiast "zenek111"). Istnieje wtedy jakieś prawdopodobieństwo, że Zenek aktywuje konto. Dostał nagle jakiegoś maila i nie ma pojęcia, co to jest, bez wnikania w treść klika w link, żeby się zorientować. I gdzie tu weryfikacja mojego adresu?

Powyższy przypadek nie jest na szczęście zbyt dużym problemem. Karygodne jest natomiast przesyłanie z linkiem aktywacyjnym loginu i hasła. Większość osób pewnie zignoruje taki przypadkiem otrzymany list, ale jak trafi na kogoś złośliwego, może się on wtedy zalogować, poznać jakieś inne dane, które wpisałem podczas rejestracji, zmienić hasło itp. Gdzie tu weryfikacja, gdzie ochrona prywatności?

Witryny stosujące powyższą procedurę wzbudzają moją irytację. Za to nabieram większego zaufania do witryn, które nie przesyłają w mailu loginu i hasła, zaś po kliknięciu linku aktywacyjnego muszę wpisać login i hasło. Jest weryfikacja maila, a przy tym postronna osoba nie aktywuje konto ani się nie zaloguje.

Czy można nie lubić wilczura?

Lubię wilczury. Mogę się nawet przychylić do opinii, że pies = owczarek niemiecki. Ale po wejściu na tę stronę moja sympatia została wystawiona na ciężką próbę...

Zręcznościówka na stronie Nespresso

Na stronie Nespresso można zapoznać się z ofertą kawy do ekspresów ciśnienowych. Jednak przeczytanie wszystkich 6 opisów wymaga nie lada sprawności manualnej i anielskiej cierpliwości. To jest to, co tygrysy lubią najbardziej - flash, stworzony przez wybitnego artystę, który uznał, że wrzucenie zwykłych opisów to zbyt mało i należy zaprezentować wiekopomne i oryginalne dzieło. Zdrowie psychiczne użytkownika jest przy tym sprawą mniej istotną.